Mam dosyć wszystkich i wszystkiego.
Długie, zimne ,spędzone pod kocem z gorącą czekoladą wieczory, dają się we znaki, a to dopiero początek mojej znienawidzonej pory roku.
Nic nie idzie po mojej myśli, nic mi się nie udaję.
W tygodniu umieram, weekend natomiast to czas "odreagowania"zbyt dosłownie, nie wiem ile jeszcze dam tak radę.